Recenzja / Teatr i opera

„Kamień” w Teatrze Studyjnym w Łodzi – recenzja

Dawno nie wyszłam z teatru tak… zachwycona. I jednocześnie tym moim „zachwytem” zaskoczona, ponieważ  tego typu pozytywne odczucia towarzyszą mi po obejrzeniu współczesnych spektakli niezwykle rzadko. Zresztą tym razem – nie będę ukrywać- trafiłam do teatru nieco przypadkiem, spontanicznie i tym bardziej jestem zadowolona, bo zazwyczaj wybieram spektakle o lżejszej tematyce.

KAMIEŃ-PLAKAT-MAŁY

„Kamień” to dzieło urodzonego w 1972 roku niemieckiego dramatopisarza Mariusa von Mayenburga. Spektakl w Teatrze Studyjnym, wyreżyserowany przez Grzegorza Wiśniewskiego, to spektakl dyplomowy studentów czwartego roku aktorstwa PWSFTViT im Leona Schillera w Łodzi.

„Kamień” to opowieść o pewnym domu, jego historii i historii rodzin go zamieszkujących przez kolejne lata XX wieku. Niektórzy mogliby powiedzieć, że spektakl traktuje o dramacie wojny i losach Żydów i Niemców w III Rzeszy, jednak wydarzenia historyczne są jedynie tłem akcji. Jest to przede wszystkim opowieść o ludziach-ich relacjach, niezmiennej walce między pokoleniami, przyjaźniach, kłamstwach, honorze, historii rodziny i rodzinnych tajemnicach. Przyznam, że chyba jeszcze nigdy nie widziałam spektaklu, który poruszałby w tak trafny sposób te wszystkie, liczne przecież, tematy, w dodatku mając niecodzienną i dość skomplikowaną konstrukcję, która musiała być dużym wyzwaniem zarówno dla reżysera jak i aktorów.

W spektaklu przeplatają się bowiem sceny z 1935, 1953,  1978 i 1993 roku (kilka scen rozgrywa się także w 1940 i 1945 roku). Żeby było ciekawiej, historia odsłaniana jest po kawałku, w dodatku nie w porządku chronologicznym. Na początku- w 1993 roku- dowiadujemy się, że pewna rodzina wróciła do domu, w którym kiedyś mieszkała babka, a także-przez najmłodsze lata życia- jej córka. Następnie szybko przenosimy się do 1940 roku, w którym dom został nabyty. Powoli dowiadujemy się w jakich okolicznościach do tego doszło, kim byli dla siebie starzy i nowi mieszkańcy. Każdy fragment ukazuje coraz to nowe wątki, a spektakl robi się coraz cięższy, mnożą się kłamstwa i dramaty. Strach  pomyśleć, co będzie dalej, ale jednocześnie wyczekuje się rozwiązania wszystkich tajemnic.

Największe wyzwanie aktorskie stanęło przed Barbarą Wypych, wcielającą się w rolę Withy, nestorki rodu. Młoda aktorka zagrała świetnie – w przeciągu sekundy (bo tyle trwała zmiana czasu akcji) w sposób niezwykły umiała przeistoczyć się ze „starowinki”, która w 1993 roku z ledwością ma kontakt z rzeczywistością w  młodą, dziarską i zaradną kobietę z roku 1935. Na szczególne wyróżnienie zasługują także Maciej Miszczak w roli Wolfganga (jedyna rola męska!) oraz Alicja Juszkiewicz, która wcieliła się w postać Mieze – z początku wyniosłej kobiety, która w miarę rozwoju wydarzeń przeobrażała się, co powodowało, że młoda aktorka mogła zaprezentować cały wachlarz emocji, a zrobiła to świetnie. W ciekawą postać wcieliła się Kaja Walden, jednak przyznam, że nie byłam do końca pewna w jakim wieku jest grana przez nią Hanna, przez co trochę trudno jest mi ocenić ten występ. Niewątpliwie grała bardzo dobrze, naturalnie, ale cały czas zastanawiałam się, czy gra dziesięciolatkę, czy już starszą nastolatkę. Anita Tomczak bardzo przekonywająco zagrała Heidrun  z 1993 r., a także nieco młodszą, ciężarną, z 1978 r., natomiast z powodów obiektywnych nie przekonała mnie jej kreacja małej dziewczynki. Z kolei Paulina Nadel (Stefanie) moim zdaniem dużo lepiej poradziła sobie w roli małego dziecka niż młodej kobiety.

Bardzo spodobała mi się scenografia spektaklu, przygotowana przez reżysera, Grzegorza Wiśniewskiego. Być może nawet nie sama scenografia, co jej rozmieszczenie na dość głębokiej scenie Teatru Studyjnego, które powodowało, że akcja spektaklu mogła przebiegać w kilku planach jednocześnie. Rozwiązania przestrzenne spektaklu zrobiły na mnie duże wrażenie, wydaje mi się, że nigdy wcześniej nie widziałam sztuki, która byłaby rozgrywana w taki sposób. Jedyne równie mocno zapadające w pamięć-choć zupełnie inne- rozwiązanie kwestii przestrzennych, które w tym momencie przychodzi mi do głowy, to przesuwane ściany w „Procesie” w reżyserii Macieja Englerta (scenografia Marcin Stajewski) w Teatrze Współczesnym. Wydaje mi się, że zbyt rzadko reżyserzy myślą o pełnym wykorzystaniu sceny, zamykając bohaterów w „pudełku” bez przedniej ściany, dlatego tym bardziej cieszę się, że w przypadku „Kamienia” nie było mowy o takich banalnych zabiegach.

Podsumowując – BARDZO polecam spektakl „Kamień” w Teatrze Studyjnym w Łodzi- do jego obejrzenia udało mi się namówić już kilka osób i wszyscy wyszli z teatru z podobnymi do moich odczuciami. Genialna reżyseria, świetni młodzi aktorzy, niesamowicie interesująca i wciągająca historia- to wszystko gwarantuje, że o „Kamieniu” myśli się jeszcze na długo po opuszczeniu widowni.

 

Kolejne spektakle od 27 listopada!

http://www.teatrstudyjny.lodz.pl/

 

Reklamy

5 thoughts on “„Kamień” w Teatrze Studyjnym w Łodzi – recenzja

  1. Pingback: Cyberiada- spektakl muzyczny w Teatrze Studyjnym w Łodzi – recenzja | Sztuka Długa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s